Z klasyków filozofii cenię wysoko księdza Berkley’a za solipsyzm, Schopenhauera za pesymizm i niezależność myślenia, Hegla za dialektykę ducha oraz sczególnie Engelsa i Marksa (za wizję przezwyciężenia alienacji człowieka oraz nieustanny konflikt zastanej formacji społecznoekonomicznej z prawem postępowego rozwoju sił wytwórczych).
Słyszałem jakiś czas temu jak abp Jędraszewski nazwał działaczy LGBT marksistami (podobną śliną rzygają zresztą różni patoprawicowi propagandyści). Nie wiem doprawdy co mają wspólnego koszmarni transwestyci poprzebijani gdzie się da kolczykami i farbujący włosy np. na różowo z dostojnym gentlemanem jakim był Karol Marks, spędzającym pracowicie czas w bibliotece British Museum. U mnie w mieszkaniu “Kapitał” stoi na półce obok Pisma Świętego w miejscu nawet bardziej eksponowanym niż dzieła Freuda i Lacana. Jest to genialna analiza zastanego stanu kapitalizmu i jego przyszłości przewidująca np. ogromny rozwój spółek akcyjnych i roli giełd w rozwinętych gospodarkach, niema tam natomiast ani słowa o pomnażaniu ilości płci czy noszeniu ubiorów z płcią biologiczną niezgodnych. Podejrzewam że Arcybiskup żadnego z dzieł Marksa solidnie nie przestudiował woląc widocznie poświęcać czas na uganianie się za ministrantami w kusych habitach.
Z nowszych filozofów cenię Husserla, Heidegera. Foucault, Derridę i Deleuza. Filozofów młodszego pokolenia po prostu nie znam